sobota, 28 stycznia 2012

Piada Bar

W C.H. Targówek jest, wśród miejsc do zjedzenia czegoś na szybko, Piada Bar. O tak z ciekawości poszliśmy do niego i mają tam bardzo dobre piady i makarony z sosami. Niektóre wręcz niesamowite. I zupy też. Dzisiaj wzięliśmy krem z kolorowych papryk (dobry, ostry), a na właściwe jedzenie Paula wzięła penne z sosem grzybowym (mają bardzo dobre gnocci, ale ludzie podobno prawie tylko penne biorą i na weekend głównie ten makaron przygotowuje obsługa, a dzisiaj jeszcze gnocci nie dotarło), a ja piadę rimini (albo jakoś tak, z lazurem). Porcje są takie akurat. Zje się i jest bardzo smaczne, ale więcej by rady nie dało albo już by można mieć dość smaku (zwłaszcza sery mają to do siebie, że jest dobrze, lepiej, a potem nagle za słono i źle, a tutaj piada w sam raz). Warto więc Piada Bar odwiedzić i mam nadzieję, że ich więcej otworzą.

Z ciekawostek znalezionych na paragonie. Piada Bar jest własnością (i pomysłem) WARS S.A. Tak, tych od jedzenia w pociągach.

I obsługę mają sympatyczną. Nie w typie "nachalnie miła", ale właśnie sympatyczna.

2012-04-14
Od jakiegoś czasu nie pracuje tam już gość, dla którego tak fajnie się przychodziło. I jakoś też dania gorzej zaczęły smakować? Może to tylko złudzenie, bo jednak dalej jest smacznie, ale... Jakoś tak mniej miło i nie chce się tak chodzić już. Szkoda.

czwartek, 26 stycznia 2012

Biesiadowo

Duża pizza? Jak duża? Taka na ponad pół metra? I na dodatek dobra? No to Biesiadowo, ale lepiej smakuje z Biesiadowa w Ząbkach niż w okolicy cmentarza bródnowskiego.

Tak czy inaczej, moja ulubiona to Wiocha (głównie ze względu na pomidory i kiełbasę - na to jak smakują), ale kilka innych jedliśmy i też gites. Pauli najchętniej by wybierała Cztery Pory Roku.

Boruta

Na szybko, aby nie zapomnieć.

Byliśmy w szóstkę w Borucie na Starym Mieście przy Freta. Dla zup i grzanego wina i piwa warto tam pójść. Drugie dania nie zrobiły na nas specjalnego wrażenia. Tzn. były ok, ale bez zachwytu. Ale gulasz, który wzięła Paula był niesamowity. Podobnie jak mój żur staropolski podany w chlebie. Nie pierwszy raz jadłem taki żur, ale naprawdę był dobry. I chleb też. Co o tyle zwraca uwagę, że w niektórych miejscach natrafić można na naczynie z chleba, które jest na tyle twarde i niedobre, że nawet nie ma się ochoty go potem zjeść, a tutaj wszyscy chcieli, więc na 6 części podzieliłem i każdy zjadł kawałek jeszcze :)

Był bigos podany też w chlebie, a wziąłem piekielne trio... Teraz żałuję.